Właśnie zaczynało kropić, kiedy wyszłam za drzwi
Ale już wcześniej dostarczałem dokumenty w deszczu
Trzecia trzydzieści nad ranem byłem szczęśliwy jak skowronek
Gdy chwyciłem rower i pojechałem w ciemność
Pedałowałem po okolicy, myśląc o pogodzie
Wiatr cały czas wzmagał się i wył coraz głośniej
Niebo wzburzyło się jak kocioł i rozległ się odległy grzmot
I wiedziałem, że czeka mnie niezła burza
Mały deszcz jeszcze nikomu nie zaszkodził, więc brnąłem dalej
I próbowałam sobie wmawiać, że zawsze jest najciemniej przed świtem
Gdy zeskoczyłem z roweru, piorun uderzył w dąb
Syreny zaczęły wyć, ale nie było dobrego miejsca na ukrycie się
Wiedziałem bez wątpienia, że twister wylądował
Wczołgałem się więc do przepustu, żeby przeczekać
Odrobina odwagi, która mi pozostała, prawie zniknęła
Ale próbowałam sobie wmawiać, że zawsze jest najciemniej przed świtem
A potem zaczął się koszmar, który stał się ogłuszająco głośny
Wszystko we mnie krzyczało, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku
Wirowanie wiru, gwałtowna karuzela
Brzmiało to tak, jakby pociąg towarowy ciągnął mnie do piekła
I to była moja modlitwa: Uratuj mnie od tego strasznego koszmaru
Wtedy właśnie zobaczyłam moją rodzinę z mocno zaciśniętymi oczami
Czy wiedzieliby, jak bardzo ich kochałem, gdybym umarł w ten sposób?
Nie, przysięgałam, że tej nocy nie zostanę zamordowany przez potwora na niebie
Ale gdybym poszła do domu, do nieba, przynajmniej tam byłoby moje miejsce
Tak, próbowałam sobie wmawiać, że zawsze jest najciemniej przed świtem
Więc trzymałem się dalej
Trzymałem się dalej
Cienie powoli się rozpływały, gdy skuliłem się
Aż w końcu najgorsze się skończyło, burza ucichła
Wypełzłem z tego przepustu i zmiękły mi kolana
ponieważ to, co zobaczyłem, było ponurym widokiem
W tym mieście nie było nic poza zniszczeniem i ruiną
Samochody były przewrócone do góry nogami, a domy zrównane z ziemią
Na liniach energetycznych zwisała pokręcona trampolina
Zamrugałem, żeby powstrzymać łzy, bo czułem się szczęśliwy, że żyję
I tak nauczyłam się żyć, kiedy można biec, ale nie można się schować
Jak czuć się uwięzionym w tunelu, ale wyjść drugą stroną
ponieważ przy całej burzliwej pogodzie na świecie nauczysz się znosić
Żyj jedną burzą na raz, nie musisz się bać
A teraz, gdy po drodze jest zła pogoda, zachowuję spokój
I nie mogę się doczekać, bo zawsze najciemniej jest przed świtem
A ja dalej się trzymam
Trzymam się